Dzień, w którym piorun uderzył w Giewont
Historia

Dzień, w którym piorun uderzył w Giewont

Nie było mnie na Giewoncie 22 sierpnia 2019 roku. Chcę to jasno powiedzieć, bo wszystko, co piszę poniżej, wynika z tego, że stałem na tych samych łańcuchach innego, zwyczajnego poranka, a także z lektury raportów powypadkowych, oświadczeń TOPR i relacji ludzi, którzy tam byli. Ale byłem wystarczająco blisko, w kolejnych latach, wędrując tą samą granią w tym samym lipcowym upale, by dokładnie zrozumieć, dlaczego to jedno popołudnie zmieniło sposób, w jaki wszyscy tutaj mówią o tej górze.

Pogodny poranek, zwyczajny tłum

Giewont nie wygląda groźnie. Z Krupówek to sylwetka, z którą dorasta każdy w Zakopanem — “śpiący rycerz”, którego linia grani ma odtwarzać sylwetkę mężczyzny leżącego na plecach, z rękami skrzyżowanymi na piersi, gdzie stoi 15-metrowy żelazny krzyż z 1901 roku. Podejście od Kuźnic przez Kalatówki i schronisko na Kondratowej zajmuje około trzech godzin, głównie zwyczajną ścieżką leśną i łąkową. Dopiero ostatnie 100 do 200 metrów zamienia się w coś zupełnie innego: nagi, wygładzony wapień, stały stalowy łańcuch i kolejkę, bo miejsca starcza tylko dla jednej osoby naraz w każdym kierunku.

22 sierpnia 2019 roku ta kolejka była pełna. Był to czwartek późnym latem, ciepły i wilgotny, dokładnie taki poranek, jaki w Tatrach regularnie przeradza się w burzę przed wczesnym popołudniem — schemat, który szybko poznaje każdy, kto sięgnie po sezonowy przewodnik po letniej pogodzie. Gdy niebo się zmieniło, na ostatnim odcinku byli dziesiątki turystów.

Świadkowie opisywali, jak burza uformowała się w ciągu około godziny — nie narastając powoli znad widocznego frontu, lecz nadciągając gwałtownie, tak jak dzieje się, gdy burza tworzy się bezpośrednio nad granią, a nie nadciąga znad doliny. Przed wczesnym popołudniem piorun wielokrotnie uderzał w rejon szczytu, podczas gdy ludzie wciąż byli przypięci do łańcuchów lub stali przy krzyżu.

Co się właściwie stało

Tego popołudnia zginęły cztery osoby, a ponad sto zostało rannych — część od bezpośrednich lub pośrednich uderzeń pioruna, inni od upadków na mokrej skale, gdy tłum próbował schodzić łańcuchami, które były już śliskie i zatłoczone w obu kierunkach naraz. To najtragiczniejsze w skutkach zjawisko pogodowe we współczesnej historii polskich Tatr, do którego doszło na najczęściej odwiedzanym, zabezpieczonym łańcuchami szlaku w całym paśmie, w dniu, który o siódmej rano z Zakopanego wyglądał jak każdy inny pogodny letni dzień.

Najtrudniej znieść mi właśnie zwyczajność tego poranka. To nie była zapowiadana burza, którą ktoś zignorował, ani szlak zamknięty, na który ktoś się przedostał. To była zwykła geometria tatrzańskiego letniego popołudnia spotykająca się ze zwykłą geometrią łańcuchów Giewontu: gwałtownie tworząca się burza nad najbardziej eksponowanym, najmniej dającym drogę ucieczki fragmentem szlaku w regionie, o godzinie, gdy jest tam najwięcej ludzi.

Dlaczego problemem są łańcuchy, a nie sama góra

Wchodziłem na Giewont już potem, pewnego poranka, gdy byłem na łańcuchach o dziewiątej i z powrotem w schronisku na Kondratowej przed jedenastą, a chmury zaczęły się dopiero zbierać, gdy jadłem obiad w dolinie. Idąc w górę, uderzyło mnie, jak mało jest miejsca, by zmienić zdanie w połowie drogi. Poniżej łańcuchów można po prostu się zatrzymać, usiąść pod skałą, poczekać. Na łańcuchach, w kolejce, z ludźmi powyżej i poniżej na jednej stałej linie wkręconej w mokry wapień, nie ma szybkiej drogi w dół ani schronienia, do którego można się schować. Przez te piętnaście czy dwadzieścia minut jest się najwyższym metalopodobnym obiektem na otwartej grani.

To fakt fizyczny, który burza z 2019 roku uczyniła niemożliwym do zignorowania: niebezpieczeństwo na Giewoncie nigdy tak naprawdę nie wynikało z trudności samej wspinaczki, która jak na warunki tatrzańskie jest umiarkowana. Wynika z połączenia pełnej ekspozycji i pełnego zaangażowania — gdy raz jest się na łańcuchach, powrót jest niewiele szybszy niż dalsza droga, a wskazówki bezpieczeństwa w Tatrach, które powtarza dziś każde schronisko i każdy przewodnik, zaczynają się właśnie od tego faktu, a nie traktują go jako szczegół w tle.

Jak zmieniła się rozmowa po 2019 roku

Po tej burzy nic nie zostało odbudowane. Nie ma nowej barierki, schronu przed pogodą ani automatycznego zamknięcia o ustalonej godzinie. To, co się zmieniło, jest subtelniejsze i, myślę, trwalsze: od 2019 roku ani razu nie słyszałem, by przewodnik, gospodarz schroniska czy ratownik TOPR opisywał zawrócenie poniżej szczytu jako rozczarowanie. To dziś wyraźnie deklarowany domyślny wybór. Przewodnicy przywołują tę datę wprost — “pamiętajcie 2019” — tak jak gdzie indziej mówi się “pamiętaj o rozkładzie promu”. Stało się to skrótem myślowym, a nie legendą.

W praktyce sprowadza się to do jednej, powtarzanej instrukcji, a nie zestawu zasad: wyruszyć o pierwszym świetle, zejść z każdej eksponowanej grani przed wczesnym popołudniem i traktować ciemniejące niebo lub pierwszy odległy grzmot jako decyzję już podjętą, a nie decyzję do rozważenia. Na samych łańcuchach rzadko istnieje szybsza droga w dół niż ta, którą się przyszło, więc jedynym realnie działającym marginesem bezpieczeństwa jest czas — wyruszenie na tyle wcześnie, by to pytanie nigdy nie musiało paść, gdy grzmoty są już słyszalne.

Co robię teraz inaczej

Nie planuję już poranka na Giewoncie wokół tego, o której chcę wstać. Planuję go wokół burzy.

Jeśli nie jestem na szlaku od Kuźnic o siódmej, przekładam wejście na inny dzień albo wybieram coś zupełnie bez ekspozycji — spacer po dolinie Kościeliskiej albo popołudnie w termach, co jest dokładnie tym rodzajem niskoryzykownego planu B, który warto zarezerwować z wyprzedzeniem, niezależnie czy będzie to wycieczka jednodniowa do zakopiańskich term, czy, dalej wzdłuż doliny, wyjazd do term i sauny w Chochołowie na wieczór po wczesnym poranku w górach.

Przy naprawdę niepewnej prognozie czasem całkowicie rezygnuję z łańcuchów i wybieram dzień oparty na dolinie, taki jak sprzedawany jako wycieczka do Morskiego Oka i Zakopanego, która pokazuje wysokie Tatry bez stawiania nikogo na otwartej grani we wczesnym popołudniu. Żadna z tych zmian nie sprawia, że Giewont jest mniej wart wejścia. Wręcz przeciwnie — wejście o szóstej czy siódmej rano, gdy grań jest pusta, a światło wciąż niskie i złote nad Podhalem, jest lepszą wersją tej wycieczki.

Burza z 2019 roku nie zamknęła żadnych drzwi. Po prostu na stałe powiedziała wszystkim tutaj, o której godzinie z nich korzystać — lekcja warta przeczytania obok tego, ile dni zaplanować na pierwszy pobyt w Zakopanem i tego, jak naprawdę wygląda tutejsza pogoda miesiąc po miesiącu, zanim zbudujesz kilkudniową trasę wokół jednego szczytu z łańcuchami.

Bezpieczeństwo na Giewoncie i burza z 2019 roku: najczęstsze pytania

Co wydarzyło się na Giewoncie 22 sierpnia 2019 roku?

Burza rozpętała się nad szczytem we wczesnych godzinach popołudniowych, gdy dziesiątki turystów wciąż znajdowały się na eksponowanym, zabezpieczonym łańcuchami odcinku tuż pod żelaznym krzyżem. Zginęły cztery osoby, a ponad sto zostało rannych, głównie od uderzeń pioruna i upadków na mokrej skale. Pozostaje to najtragiczniejszym w skutkach zjawiskiem pogodowym we współczesnej historii polskich Tatr.

Dlaczego szczyt Giewontu jest tak niebezpieczny podczas burzy?

Ostatnie 100 do 200 metrów to nagi, wygładzony wapień zabezpieczony stalowymi łańcuchami, bez żadnego schronienia i bez niczego wyższego w pobliżu poza samym krzyżem. Podczas burzy ten odcinek staje się jednocześnie piorunochronem i kolejką: nie da się nim szybko poruszać ani w górę, ani w dół, więc ludzie zostają uwięzieni na otwartej przestrzeni dokładnie wtedy, gdy najbardziej potrzebują zejść. Wskazówki dotyczące rezerwacji biletów i wejściówek do Tatr nie obejmują tego zagadnienia — to wyłącznie kwestia właściwego wyboru pory własnego wejścia.

Kiedy popołudniowe burze są najbardziej prawdopodobne w Tatrach?

Lipiec i sierpień to miesiące z najczęstszymi popołudniowymi burzami, które potrafią uformować się w ciągu godziny w gorący, wilgotny poranek wyglądający o wschodzie słońca na zupełnie pogodny. Najbezpieczniejszy schemat to wczesny start, dotarcie na eksponowaną grań lub szczyt przed południem i zejście poniżej granicy lasu przed wczesnym popołudniem.

Czy coś zmieniło się na Giewoncie od burzy w 2019 roku?

Nie ma żadnej nowej infrastruktury, wcześniejszej godziny zamknięcia szlaku ani bariery pogodowej przy łańcuchach. Zmieniło się to, jak o górze mówią lokalni przewodnicy, gospodarze schronisk i TOPR: zawrócenie poniżej szczytu jest teraz traktowane jako domyślny, rozsądny wybór, a nie porażka, a burza z 2019 roku jest przywoływana wprost jako powód tej zmiany.

Co zrobić, jeśli jestem na łańcuchach, a nadciąga burza?

Zawrócić natychmiast, zanim burza nadejdzie, a nie gdy już nadejdzie. Na zabezpieczonym łańcuchami odcinku często nie ma szybszej drogi w dół niż ta, którą się przyszło, więc jedynym realnym marginesem bezpieczeństwa jest czas — trzeba wyruszyć wystarczająco wcześnie, by nigdy nie podejmować tej decyzji, gdy grzmoty są już słyszalne.

Czy nadal warto wchodzić na Giewont?

Tak, dla sprawnego turysty z wczesnym startem i realną oceną pogody. Ekspozycja, która czyni szczyt tak atrakcyjnym, jest tą samą ekspozycją, która czyni go niebezpiecznym; różnica między dobrym a niebezpiecznym dniem to niemal wyłącznie pora, o której jest się na łańcuchach, a nie sama góra — warto przy tym przeczytać o tym, jak błędy turystów kumulują się w Tatrach przed wyjazdem.

Czy ratownictwo górskie jest bezpłatne, jeśli coś pójdzie źle na Giewoncie?

Tak. TOPR, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, działa bezpłatnie na całym obszarze polskich Tatr, w tym z użyciem śmigłowca. Zadzwoń pod numer 985 lub +48 601 100 300, ewentualnie 112. Bezpłatny ratunek nie jest powodem, by lekceważyć ryzyko — istnieje właśnie dlatego, że to ryzyko jest prawdziwe.

tours.Historia

Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.

GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.