Dlaczego psy są zakazane w Tatrzańskim Parku Narodowym
Explainer

Dlaczego psy są zakazane w Tatrzańskim Parku Narodowym

Mail przyszedł trzy tygodnie przed naszym wyjazdem. Czytelniczka, która trafiła na nasz przewodnik po Zakopanem, chciała wiedzieć, którymi szlakami może przejść ze swoim spanielem. Musiałem odpisać jej, że prawie żadnym. Nie „trzymaj go na smyczy”. Nie „sprawdź lokalne przepisy”. Żadnym.

Sam założyłem to samo, kiedy pierwszy raz planowałem wyjazd w Tatry. Chodziłem z psami po Alpach, Pirenejach, szkockich Highlands — zawsze smycz, czasem kaganiec w pobliżu zwierząt hodowlanych, ale nigdy całkowity zakaz. Kiedy więc przeczytałem, gdzieś w regulaminie zwiedzania Tatrzańskiego Parku Narodowego, że psy w ogóle nie są dopuszczone na szlaki, uznałem to za jeden z tych przesadnie ostrożnych napisów, których nikt tak naprawdę nie egzekwuje. Nie miałem racji. Jest to sprawdzane, jest za to karany mandat, a gdy zrozumiałem dlaczego, przestało mnie to irytować.

To nie chodzi o zachowanie psa

To właśnie zajęło mi najwięcej czasu, żeby zaakceptować. W większości miejsc, gdzie wcześniej chodziłem z psami, zasada była w gruncie rzeczy zastępnikiem dla zachowania: trzymaj zwierzę pod kontrolą, nie pozwól mu gonić owiec, i generalnie wszystko w porządku. W Tatrach to tak nie działa. Zakaz obowiązuje idealnie wytresowanego górskiego psa dokładnie tak samo, jak szczekliwego pieska na smyczy automatycznej. To nie jest ocena zwierzęcia. To ocena tego, co zapach i obecność psa robią z krajobrazem, niezależnie od tego, jak się zachowuje.

Tatrzański Park Narodowy zajmuje 211,6 km² i został utworzony w 1954 roku właśnie po to, by chronić to, co w nim żyje — nie po to, by dać ludziom miłe miejsce na spacer. Szlaki, z których będziesz korzystać, od utwardzonej ścieżki w Dolinie Kościeliskiej po podejście na Giewont, leżą wszystkie na terenie tego obszaru chronionego. Pies nie musi szczekać, rzucać się ani schodzić ze ścieżki, żeby mieć wpływ. Sam jego zapach zmienia zachowanie dzikich zwierząt jeszcze wiele godzin po jego przejściu.

Co tam naprawdę żyje

Liczba, która zmieniła moje nastawienie, to 180. Tyle mniej więcej niedźwiedzi brunatnych żyje w polskich i słowackich Tatrach razem wziętych — to nie symboliczna populacja, tylko realna, poruszająca się tymi samymi dolinami, które przecinają szlaki. Sporo czytałem o bezpieczeństwie w górach w Tatrach przed wyjazdem, głównie myśląc o burzach i łańcuchach przy szczytach. Nie pomyślałem o tym, że niedźwiedź napotykający nieznany zapach psa, albo samego psa, może zareagować obronnie — nie z agresji, ale dlatego że odczytuje to jako zagrożenie, z którym trzeba się zmierzyć, a nie którego trzeba unikać, co jest dokładnym przeciwieństwem tego, czego chcemy od niedźwiedzia na wąskim szlaku.

Jest też kozica tatrzańska, ostrożnie stąpająca po zboczach, na których ja ledwo mogłem ustać, oraz świstak tatrzański — gatunek liczący tu obecnie około 800 osobników, chroniony od 1868 roku, co oznacza, że Polska próbowała ratować to zwierzę, zanim jeszcze powstał park narodowy, który mógłby je chronić. Świstaki na pierwszy sygnał drapieżnika wydają ostrzegawczy gwizd i chowają się pod ziemią. Pies truchtający obok, na smyczy czy bez, odczytywany jest dokładnie tak samo.

Pomnóż to zakłócenie przez tysiące turystów przechodzących tędy w jednym lipcowym tygodniu, a świstaki po prostu przestają wychodzić za dnia, co niweczy sens ich obecności dla kogokolwiek, kto chciałby je zobaczyć. Dodaj orły przednie i rysie, którym oba gatunki potrzebują niezakłóconych miejsc lęgowych i łowieckich, a pies przestaje być prywatną sprawą między właścicielem a zwierzęciem. Staje się czymś, na co musi zareagować cały ekosystem.

Łatwiej mi było to zaakceptować, kiedy przestałem porównywać Tatry do szlaków, które już znałem. Ten park nie jest zarządzany jako teren rekreacyjny, na którym akurat żyje dzika fauna. Jest zarządzany jako siedlisko dzikich zwierząt, które przypadkiem przepuszcza przez siebie ludzi — na smyczy przepisów, a nie psa.

Dwa wyjątki i dlaczego akurat tam

Są dokładnie dwa miejsca, gdzie psy są dozwolone, i oba mówią coś o logice stojącej za resztą zakazu. Pierwsze to Dolina Chochołowska, aż do schroniska — długa, szeroka, w większości płaska dolina, gdzie szlaki biegną jedną wyraźną trasą, zamiast rozgałęziać się po otwartym terenie. Drugie to Droga pod Reglami, niżej położona ścieżka, która okrąża brzeg parku, zamiast wspinać się w wysokogórski teren, gdzie żyją kozice i świstaki. Żadna z tych tras nie wkracza na obszar, który zakaz ma chronić. To nie jest luka w przepisach — to ta sama logika, konsekwentnie zastosowana: tam, gdzie wpływ jest mniejszy, zasada nieco się ugina.

Wszędzie indziej — nie. Nie na utwardzonym podejściu do Morskiego Oka, mimo że wygląda bardziej jak wiejska droga niż dziki szlak. Nie w Dolinie Kościeliskiej, łagodnej na tyle, że można by tam wjechać wózkiem. Nie na podejściu na krzyż na Giewoncie ani na kładkach przez Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Jeśli jesteś przyzwyczajony do parków, które budują swoje zasady wokół trudności czy niebezpieczeństwa, to jest właśnie ta zmiana perspektywy: Tatry budują swoje wokół siedliska, a utwardzona ścieżka przez najlepsze tereny kozic jest traktowana tak samo, jak przeprawa przez nie.

Co zrobiliśmy zamiast tego

Nie mieliśmy ze sobą psa, co ułatwiło pisanie o tym bardziej, niż ułatwiłoby przeżycie tego naprawdę. Ale rozmawiając w tym tygodniu z innymi podróżnymi w Zakopanem, wzorzec był spójny: ludzie, którzy przyjechali z psem, w dni górskie zostawiali go w miejscu noclegu i budowali resztę planu podróży wokół tego.

Jedna rodzina podzieliła dni — dorośli wzięli udział w wycieczce z przewodnikiem do Morskiego Oka i po Zakopanem, podczas gdy ktoś zostawał z psem, a potem wszyscy spotykali się wieczorem na wieczorną sesję w termach w Zakopanem, które również nie wpuszczają psów, ale przynajmniej nie wymagają zostawiania jednego z was samego na cały dzień, żeby z nich skorzystać.

Jeśli podróżujesz z psem i chcesz, żeby nikt nie musiał niczego omijać, mądrzejszym posunięciem jest zbudowanie wyjazdu wokół tego, co naprawdę jest przyjazne psom, zamiast próbować przemycić spacer mimo wszystko: samo miasto, Krupówki, drewniane wsie, a jeśli danego dnia gorąca kąpiel brzmi lepiej niż wędrówka — wycieczka do saun i term w Chochołowskich Termach, z której nikt w grupie nie musi rezygnować.

Przyznam, że pierwszego ranka ta zasada wciąż wydawała mi się przesadzona, kiedy patrzyłem, jak inni turyści zawracają na punkcie kontrolnym TPN, bo strażnik dostrzegł smycz wystającą z plecaka. Trzeciego dnia, po tym jak staliśmy dwadzieścia metrów od pasących się kozic, które nawet nie podniosły głowy, zrozumiałem, ile warta jest ta cisza i dlaczego nikt w tym parku nie jest gotów wymienić jej na spacer.

Psy w Tatrzańskim Parku Narodowym: najczęściej zadawane pytania

Czy psy są dozwolone gdziekolwiek w Tatrzańskim Parku Narodowym?

Tak, w dokładnie dwóch miejscach: w Dolinie Chochołowskiej aż do schroniska oraz na Drodze pod Reglami. Każdy inny znakowany szlak w parku, w tym podejście do Morskiego Oka i Dolina Kościeliska, jest zamknięty dla psów, niezależnie od tego, jak są kontrolowane.

Czy ma znaczenie, że mój pies jest dobrze wytresowany albo mały?

Nie. Zasada nie opiera się na zachowaniu, rozmiarze ani tresurze. Opiera się na wpływie, jaki zapach i obecność psa mają na dziką faunę, a ten wpływ jest taki sam bez względu na to, czy pies jest spokojny na krótkiej smyczy, czy pobudzony bez niej.

Co się stanie, jeśli strażnik zastanie mnie wędrującego z psem?

Strażnicy parku faktycznie kontrolują, zwłaszcza na punktach kontrolnych przy początkach szlaków, a psy zastane na zamkniętych szlakach skutkują mandatem. To nie jest zasada istniejąca tylko na papierze.

Dlaczego pies na smyczy nadal stanowi problem?

Smycz kontroluje ruch psa, ale nie jego zapach ani dźwięk czy widok. Dzikie zwierzęta, takie jak świstak tatrzański, reagują na obecność psa z odległości, jeszcze zanim mógłby fizycznie do nich dotrzeć, więc smycz nie eliminuje zakłócenia.

Czy zakaz jest związany konkretnie z niedźwiedziami?

Częściowo. Przy około 180 niedźwiedziach brunatnych w polskich i słowackich Tatrach, spotkanie psa z niedźwiedziem może wywołać reakcję obronną zamiast unikania, jakie niedźwiedź normalnie okazałby samemu człowiekowi, co stanowi ryzyko zarówno dla turysty, jak i dla dzikiej fauny.

Czy mogę zostawić psa w samochodzie przy początku szlaku, na przykład na Palenicy Białczańskiej?

Nie jest to zalecane i w praktyce niezbyt wykonalne — parking przy Morskim Oku trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, a leży w pewnej odległości od szlaku, poza tym samochody mogą się szybko nagrzewać nawet na wysokości. Większość właścicieli organizuje zamiast tego opiekę nad psem w miejscu noclegu.

Czy psy asystujące są zwolnione z zakazu?

Psy przewodnicy i inne psy asystujące są zazwyczaj dopuszczane tam, gdzie są niezbędne dla potrzeb opiekuna; jeśli to dotyczy ciebie, skontaktuj się bezpośrednio z TPN przed wizytą, aby potwierdzić aktualne zasady dla twojej konkretnej trasy.

Czy zasada jest taka sama po słowackiej stronie Tatr?

Słowackie Wysokie Tatry, zarządzane przez TANAP, stosują podobnie surowe zasady na większości wysokogórskich szlaków, więc wyjazd na jednodniową wycieczkę za granicę, na przykład do Štrbské Pleso, niczego nie zmienia dla psa.

tours.Explainer

Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.

GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.